• Wpisów: 67
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 21:21
  • Licznik odwiedzin: 12 960 / 2179 dni
 
fatamorganaaxd
 
21.10.13 (poniedziałek)
   Z słuchawkami w uszach siedziałam na przystanku wyczekując mojego autobusu. Kiedy w końcu przyjechał wyjęłam słuchawki z uszu chowając je pod czarny
T-ishert po czym zapłaciłam kierowcy i zajęłam sobie miejsce.    
   Podróż minęła mi dość szybko. Kiedy autobus zatrzymał się przed moją szkołą wyszłam pośpiesznie na zewnątrz kierując się w przeciwną stronę, gdyż postanowiłam nie iść dziś na pierwszą godzinę. Tata oczywiście nic o tym nie wiedział, ale myślę, że nie miał by mi tego za złe, bo robiłam to w dobrej mierze, a przynajmniej chciałam spróbować.
   Wolnym krokiem podążałam w kierunku mojego ,,dawnego,, domu. Szłam tam, ponieważ, chciałam porozmawiać z matką, a przede wszystkim polepszyć nasze relacje. Po dość długich przemyśleniach postanowiłam, że muszę postarać się odbudować jakoś nasze więzi. Sama nie wiem dlaczego to robiłam, ale po ostatniej rozmowie z Damianem doszłam do wniosku, że może w końcu nadszedł ten czas, aby pogodzić się z matką i w końcu dorosnąć. Prawdą jest, że to ona mnie ciągle raniła, ale byłam w stanie jej to wybaczyć i zacząć wszystko od początku. Nie miałam oczywiście pewności, że mi się to uda i, że matka się zmieni, ale musiałam spróbować. Nie mogłam już dłużej żyć z nią w takiej niezgodzie, obojętności jakbyśmy były dla siebie zupełnie obce... po prostu chciałam to zmienić.
   Kiedy dotarłam w końcu na miejsce zaczęłam się poważnie wachać, czy to ma jakikolwiek sens, ale nie mogłam się tak po prostu teraz wycofać. Zadzwoniłam do drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Zrezygnowana miałam zamiar już iść, kiedy nagle usłyszałam jakieś głosy, dobiegające ze środka. Zdziwiona przybliżyłam twarz do drzwi po czym delikatnie nacisnęłam klamkę, która ku mojemu zdziwieniu swobodnie otworzyła drzwi. Po cichu weszłam do środka kierując się w stronę salonu, skąd dobiegały jakieś głosy.
   Byłam ogromnie zaskoczona, kiedy ujrzałam na kanapie Norberta całującego się z jakąś obcą mi kobietą. Kiedy para w końcu zdała sobie sprawę z mojej obecności oderwała się szybko od siebie spoglądając w moją stronę.
- Kim pani jest ? - spytała kobieta zapinając pośpiesznie guziki od bluzki.
- Mogłabym panią spytać o to samo - odpowiedziałam przenosząc wzrok na Norberta. - Możesz mi wytłumaczyć co to ma znaczyć ?!
- Asiu zostaw nas na chwile samych i poczekaj na mnie na górze, zaraz do ciebie przyjdę - odparł Norbert kierując prośbę w stronę nieznajomej.  
- Dobrze, ale pośpiesz się - zgodziła się po czym przeszyła mnie wzrokiem udając się na górę.
- Co to za kobieta ? - spytałam
- To tylko znajoma, nie gorączkuj się tak - oznajmił zapinając koszulę
- Nie wiedziałam, że sypiasz ze swoimi znajomymi... -  odparłam z ironią w głosie.
- Słuchaj to nie twoja sprawa złotko także nie wtrącaj się
- Właśnie, że się będę wtrącać, bo od samego początku wiedziałam jakim jesteś człowiekiem ...
- Proszę cię przestań, przecież nic się nie stało - uspokajał mnie
- Jesteś zwykłą świnią... Zdradzasz moją matkę, a na dodatek masz bezczelność przyprowadzać sobie swoje kochanki do mojego domu !!??
- Asia jest tylko dobrą koleżanką i tyle, a po drugie teraz to jest mój dom złotko, bo nie wiem czy wiesz, ale pobrałem się z twoją matką - odparł całkiem spokojnie Norbert
- Słucham ??
- To co słyszałaś.
- Nie wierzę ci... A nawet choćby to i tak matka dowie się o twojej zdradzie !!!
- Spokojnie... po co masz jej to mówić ? Wiesz myślę, że lepiej będzie jeśli załatwimy to jakoś... inaczej - odparł po czym zaczął się do mnie dobierać, próbując zdjąć ze mnie bluzkę.
- Zostaw mnie ! - krzyknęłam po czym odepchnęłam go z całych sił od siebie i wybiegłam na zewnątrz.
Zbiegając ze schodów ujrzałam podjeżdżający pod dom samochód matki.
- Julka !? Co ty tu robisz ? Przecież powinnaś być w szkole !?- spytała matka zaskoczona moją obecnością, wychodząc z samochodu.
- To raczej ty mi powiedz kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że po raz drugi wyszłaś za mąż?!!
- Skąd o tym wiesz ? - spytała
- Nie wiedziałam, że to jakaś tajemnica... Czemu chciałaś to przede mną ukrywać, bo nie rozumiem ?!
- Chciałam ci powiedzieć, ale... twój ojciec stwierdził, żebym jeszcze poczekała z tą informacją
- Czyli tata wie o tym ślubie ??! - spytałam zdziwiona
- Tak.
- Świetnie... czyli tylko ja nic nie wiem - byłam załamana. - Wiesz przychodząc tu miałam zamiar się z tobą pogodzić, ale teraz wiem, że to był największy błąd jaki kiedykolwiek popełniłam... Ty zawsze będziesz mnie ranić i to się już nigdy nie zmieni... Nie rozumiem tylko jednego: dlaczego ty to robisz ? Czy ja na prawdę nic dla ciebie nie znaczę ? ... Myślałam, że uda nam się jeszcze jakoś naprawić nasze relacje, że ty się zmienisz i będzie tak jak kiedyś, jak te kilka lat temu kiedy jeszcze nie byłaś tą głupią modelką, ale matką... i to taką prawdziwą, która zawsze  przy mnie była, a teraz... Teraz jesteś mi obcą osobą i czasami zastanawiam się, czy ty w ogóle pamiętasz o tym, że jestem twoja córką ?!? Czy ty mnie w ogóle kochasz ? - spytałam w końcu, ocierając płynące po mojej twarzy łzy.
Wpatrując się w matkę zastanawiałam się co teraz odpowie. Bałam się tego co za chwilę usłyszę z jej ust. Czy będzie to kolejny cios dla mnie, czy może usłyszę coś czego tak na prawdę się nie spodziewam ? Chciałam znać prawdę, jednak ... ona nic nie mówiła. Patrzyła tylko na mnie, jakby chciała żebym się sama domyśliła co chce jej powiedzieć. To długie, puste i tak bardzo nieznośne milczenie mówiło samo za siebie. Ona mnie po prostu nie kochała ! Miałam nadzieję, że może za chwilę zaprzeczy moim domysłom, jednak ona tylko stała, w zupełnej ciszy, bez żadnego wyrazu twarzy... Czułam się... sama nie wiem jak nazwać to uczucie... pustką, rozczarowaniem, cierpieniem, samotnością... Nagle tak po prostu wszystko się zawaliło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale nie mogłam nic na to poradzić... Nie miałam na to wpływu. Moja matka po prostu mnie nie kochała.
- Zanim odejdę chciałabym ci tylko powiedzieć, że twój kochany mąż cię zdradza... możesz mi w sumie nie wierzyć i pewnie tak zrobisz, ale... wiedz, że w głębi serca bardzo bym chciała cofnąć czas i tu nie przychodzić... Wolałabym już żyć w świadomości, że może jednak zależy ci na mnie... Myliłam się bardzo, że ... się zmienisz... Chciałam cię odzyskać lecz .. tylko utraciłam... Przepraszam, że tu w ogóle przyszłam... - odparłam łykając gorzkie łzy, które po woli spływały po moich policzkach. - Cześć - szepnęłam po czym ruszyłam w przeciwną stronę.
   Nie wiedząc co z sobą zrobić zaczęłam chodzić bez celu po parku. Na pewno nie zamierzałam iść do szkoły. Nie umiałam po tym wszystkim jakoś normalnie funkcjonować. Moje życie znów zadało mi kolejny cios. Poznałam prawdę, która bardzo mnie bolała. Czułam się z tym strasznie. W jednej chwili utraciłam matkę, której w ogóle na mnie nie zależało. Poczułam się tak bardzo zraniona i odrzucona. Ona zawsze miała mnie gdzieś! Nie liczyłam się dla niej i taka była prawda...
*************************************************************
Po cichu weszłam do domu rzucając w kąt torbę z książkami. Następnie zdjęłam z nóg miętowe trampki po czym ruszyłam do salonu, gdzie na moje nieszczęście zastałam ojca.
- Julka ?! A ty nie powinnaś być jeszcze w szkole ? - spytał zdziwiony spoglądając na moją mokrą i rozmazaną od płaczu twarz.
- Przepraszam, ale nie chcę teraz o tym rozmawiać - wykręciłam się po czym pobiegłam do swojego pokoju. Zamykając za sobą drzwi wybuchłam płaczem, którego nie mogłam w żaden sposób opanować. Byłam załamana.
************************************************************
Odświeżona i przebrana w piżamę siedziałam na balkonie w świetle lamp ulicznych.
Niebo pokryte było już miliardami gwiazd, a na dworze panował chłód, ale mimo wszystko nie przeszkadzało mi to. W zupełnej ciszy i spokoju mogłam przemyśleć wiele spraw.
- Jeszcze nie śpisz ? - spytał nagle tata wchodząc na balkon.
- Nie, jakoś nie mogę spać - odpowiedziałam.
- Trzymaj - odparł podając mi gorący kubek herbaty, a następnie przykrywając ciepłym kocem.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się w jego stronę po czym upiłam łyka herbaty.
- Dzwoniła matka... - zaczął ojciec siadając obok mnie - i mówiła, że u niej byłaś... mogę wiedzieć po co ? - spytał
- Pojechałam do niej, żeby się z nią ... pogodzić...ale wyszło trochę inaczej...
- Wiem też, że dowiedziałaś się o ślubie...  ja chciałem ci powiedzieć, ale... wiedziałem jak wiele przeszłaś po naszym rozwodzie i postanowiliśmy we dwoje poczekać jeszcze trochę z tą wiadomością... Przepraszam, że cię okłamałem, ale... nie chciałem, żebyś cierpiała.
- Nie gniewam się na ciebie o to. W sumie to jest mi to obojętne, czy matka będzie mieć kolejnego męża, czy też nie... ja i tak już ją utraciłam. Ona mnie i tak nie chce... Nie zależy jej na mnie i wiem, że cokolwiek bym zrobiła ona i tak się nie zmieni... Żałuję, że w ogóle do niej dzisiaj poszłam. Myślałam, że się pogodzimy, że naprawimy nasze relacje, ale.. tak bardzo się myliłam. Byłam taka naiwna... a teraz... znów muszę przez nią cierpieć - mówiłam ocierając napływające do moich oczu łzy.
- Przykro mi kochanie, wiem jak jest ci ciężko, ale pamiętaj, że zawsze jestem przy tobie- zapewnił mnie tata po czym mocno do siebie przytulił.
- Wiem i za to cię bardzo kocham - szepnęłam kładąc głowę na jego ramieniu.
___________________________________________
Dodaje kolejny rozdział : ) Mam nadzieję, że Wam się spodoba ; )
Dziękuję bardzo  czytającym, którzy odwiedzają i komentują mojego bloga ;* Wasze komentarze naprawdę motywują mnie do dalszej pracy : )
Proszę o szczere opinie co do rozdziału ; )
I pozdrawiam : *

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego