• Wpisów: 67
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 21:21
  • Licznik odwiedzin: 12 960 / 2179 dni
 
fatamorganaaxd
 
16.11.13(piątek)

   Po wyjeździe Piotrka do Londynu, zdałam sobie sprawę, że od jakiegoś czasu naszego związku coraz mniej czasu miałam dla niego i jakoś nie ciągnęło mnie do pisania z nim i nawet już się nie przejmowałam, że nie będzie go na facebooku wieczorem i że nie opowie mi co u niego słychać. A przecież gdy człowiek kocha to pozwala się temu uczuciu rozwijać, dorosnąć a ja odepchnęłam od siebie po pewnym czasie to uczucie, bo ta odległość między nami mnie przerosła. Chyba zaczęłam tęsknić za samotnością...ona nigdy mi nie przeszkadzała i może dlatego podjęłam takie kroki a nie inne. Teraz gdy wieczorem nie widziałam go aktywnego na facebooku mój mózg zaczynał szwankować, bo było mi go brak, a przede wszystkim żyłam dziwnym lękiem, że prędzej, czy później i tak mnie zostawi. Co prawda od jego wyjazdu minęły niecałe dwa tygodnie, ale mi zaczynało już go brakować. Nasz związek na odległość narażony był w końcu na rozpad bardziej niż inne związki i niestety, dość często taka miłość na odległość się wypalała. Oczywiście obiecaliśmy sobie, że będziemy codziennie do siebie dzwonić i jakoś przetrwamy te 3 miesiące rozłąki, ale... no właśnie zawsze jest jakieś ,,ale,,. Trzy miesiące to jednak nie były dwa dni i przecież mogło się zdarzyć wszystko dlatego tak ważne było dla mnie  abyśmy jakoś  podtrzymali łączące nas więzi, włączając w to dodatkowe zaangażowanie. Kochałam go. Może między nami nie zawsze było wspaniale, ale... zawsze się godziliśmy, zawsze mogliśmy na siebie liczyć... Byliśmy ze sobą w końcu tyle czasu! Wyjazd Piotrka nie mógł tego wszystkiego zepsuć!
   Tata czekał na mnie w samochodzie kilka metrów od szkoły. Dziś wyjątkowo nie wracałam do domu autobusem, gdyż od razu po szkole mieliśmy z tatą jechać na weekend do jakiegoś domku za lasem. Cieszyłam się w sumie na ten wyjazd, bo z jednej strony mogłam spędzić trochę czasu z tatą, a z drugiej strony odpocząć od Darii i Maćka, którzy po wyjeździe Piotrka i Huberta do Londynu po prostu zwariowali na punkcie zajmowania mi i Majce zbędnego czasu, który mogłyśmy w niekorzystny dla nas sposób spędzić na dołowaniu się tym, że nasze związki mogą nie przetrwać tej trzymiesięcznej rozłąki. Ale koniec końców w ciągu dwóch tygodni byłam już w kinie jakieś sześć razy, zaopatrzyłam swoją szafę w sporo nowych ubrań, zjadłam mnóstwo pizzy, przegadałam kilka nocy, nie zamartwiając się wyjazdem Piotrka ani nie dopuszczając do siebie myśli, że :,,to już koniec,,. Może ta aż nad obecność Maćka i Darii była trochę wkurzająca, ale jednak byłam im wdzięczna i Majka zapewne też, bo zawsze byli kiedy ich potrzebowałyśmy.
   - To udanego weekendu - życzyłam Darii, Majce i Maćkowi - Nie zamęczcie zbytnio Majki - dodałam po chwili po czym dałam każdemu z nich po buziaku i ruszyłam w stronę samochodu.
   Droga zajęła nam kilka dobrych godzin. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo chyba trochę przysnęłam. W każdym razie, kiedy samochód stanął szybko wysiadłam i omal się nie przewróciłam z wrażenia. To miejsce było piękne.
Przed moimi oczami widniało jezioro, w którym odbijały się promienie jesiennego słońca. Wokół rosło mnóstwo sosen. Między nimi, co jakiś czas przebijały się jakieś nieznane mi dotąd kwiaty. Za moimi plecami stał mały drewniany domek. Z tego, co było widać miał dwa piętra. Zgadywałam, że to w nim się zatrzymamy. Wyglądał w sumie całkiem przyjemnie. Chyba był jedynym w okolicy, co jeszcze bardziej mnie podekscytowało. Wiedziałam, że znajdę tu ciszę, której potrzebowałam. Kiedy otworzyłam oczy tata wyjmował właśnie walizki z bagażnika.
- Julka chodź mi pomóc – powiedział tata.
Wzięłam swój bagaż i wniosłam do domku. Tata oprowadził mnie po nim i wskazał pokój na poddaszu, który przez najbliższe dni miał mi służyć za sypialnię. Ściany miały kolor jasnego beżu. Nie było tu wielu mebli, co najwyżej łóżko, stolik nocny z lampką, dwie małe szafki na ciuchy i fotel na biegunach. Jak ja dawno się na takim nie bujałam. Chyba trzeba to będzie szybko nadrobić.
- Cieszę się, że tu przyjechaliśmy – szepnęłam. - A tak właściwie, to skąd wytrzasnąłeś ten domek? - zapytałam po chwil.
-Tomek, znaczy się tata Damiana i Hani zaprosił nas tu noi zaproponował żebyśmy spędzili z nimi ten weekend
- Z nimi? To oni też tu mają przyjechać ? - spytałam zdziwiona
- No tak. Nie wspominałem ci o tym ?
- No właśnie nie - odparłam zupełnie zaskoczona
- No to już wiesz.
- Ok, a kiedy oni mają przyjechać ?
- Ooo właśnie są - odparł tata wyglądając przez okno
   Po chwili do środka wszedł wysoki ,dobrze zbudowany mężczyzna. Miał lekko zadarty nos oraz wąskie usta. Był brunetem o ciemniejszej karnacji, jego włosy wydawały się być lekko falowane. Domyśliłam się, że jest to ojciec Damiana i Hani.  
- O już jesteście! - odparł mężczyzna uśmiechając się na nasz widok. -  Miło mi cię Julio poznać – powiedział cicho. Jeśli się nie pomyliłam, w jego głosie było słychać cień zdumienia i ulgi, a w piwnych oczach dostrzegłam ciepły blask. Ujęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się odwzajemniając życzliwość.
W tym samym momencie do domu wszedł Damian z wielką walizką w ręce i z Hanią, którą trzymał drugą ręką. Na mój widok uśmiechnął się do mnie promiennie przez co nie wiem dlaczego moją twarz oblał rumieniec po czym przywitał się cichym ,, Cześć,,. Odpowiedziałam tym samym zwrotem i przywitałam się z Hanią, która wydawała się być bardzo podekscytowana. Od razu mocno mnie przytuliła a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Wiedziałam, że zapewne cieszy się z naszego wspólnego weekendu, do którego miałam dość mieszane uczucia, ale w głębi serca miałam nadzieję, że jakoś mile spędzę te dwa dni.
   
__________________________________________
Witam Was kochani! :*
Tak, więc po 59 dniach powracam do was z nowym rozdziałem :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba ; )
Postaram się bardziej zmobilizować i dodawać częściej te rozdziały :P
Pozdrawiam Was serdecznie! I życzę udanych ferii (kto jeszcze ma) *.* : * : )

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego